18/9/2021

Browar Końska Grzywa, czyli inspiracja w galopie!

Pamiętasz kiedy i dlaczego wpadł Ci do głowy pomysł uwarzenia własnego piwa? Kto Cię natchnął do tego pomysłu?

Zanim powstał nasz browar byłem piwowarem domowym, pracowałem wtedy w tak zwanej korporacji, w której – powiedzmy delikatnie – nie wszystko mi odpowiadało. W trakcie jednej z rozmów z córką – w drodze powrotnej do domu padło z jej strony pytanie w kwestii mojego zadowolenia z pracy. Na odpowiedź negatywną padło pytanie – co bym chciał robić? No to ja mówię że mieć własny browar. Na to ona: to zrób to. Niby proste jak drut, ale podejmowanie decyzji trwało cztery lata.

Jak to jest prowadzić rodzinny biznes?

To dużo pracy, wyrzeczeń i wiele niepewności, zwłaszcza w Polsce. Ale też dużo satysfakcji, zwłaszcza kiedy klientom smakuje piwo. 🙂

Skąd się wzięła nazwa Końska Grzywa? Macie jakieś zamiłowanie do koni?

Uprawiam jeździectwo, razem z córką, do tego też zresztą ona mnie zainspirowała. Pasjonuję się też amatorsko muzyką. Zastanawiałem się więc, z którym hobby – jeśli chodzi o markę – powiązać piwo. Padło na jeździectwo. 😉 Nazywamy piwa od umaszczeń koni, tak aby kolor piwa się mniej więcej zgadzał z danym umaszczeniem. Wyjątkiem jest Grafinia – to od imienia żyjącej klaczy (w tym samym kolorze) na której zdałem srebrną odznakę jeździecką. W taki sposób postanowiłem ją uhonorować bo doskonale nam się współpracowało – klacz jak wicher.

Wróć na chwilę do tego kluczowego momentu i zdradź Nam całkowicie szczerze –  jak smakowało Twoje pierwsze piwo?

Mniej więcej wiedziałem czego się spodziewać, bo Palomino i Kasztanka to piwa, które są odtworzeniem dwóch moich najbardziej udanych piw z czasów domowego piwowarstwa. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony bo wyszło lepiej niż w domu, w sumie z dość oczywistych przyczyn – miłem lepszy sprzęt.

Czy otworzenie własnego browaru to trudne zadanie, jeśli miałeś jakieś problemy to jak sobie z nimi poradziłeś?

Łatwo nie jest, trzeba przebić się przez sporo instytucji, a także spełnić wiele kryteriów na raz – warunków technicznych, sanitarnych itd. itd. Ale pewnie wciąż prostsze to niż budowa elektrowni jądrowej. Jak sobie z nimi radzić? Zacisnąć zęby i nie odpuszczać. Rezerwy finansowe i dobry plan na początku też się przydają.

Masz jakieś rady dla tych, którzy warzą piwo w domach i marzą przed snem o zostaniu brewmasterem na szeroką skalę?

Żeby dobrze się zastanowili, w szczególności w świetle już dość dużego nasycenia rynku browarami rzemieślniczymi. Myślę, że warto sobie odpowiedzieć na pytanie – jakie miejsce na tym rynku chciałoby się zająć i jak je zająć?

Jakie są Twoje plany na przyszłość? Dokąd chciałbyś zaprowadzić swój Browar – Końską Grzywę ? Czy czujesz się spełniony?

Nasz browar jest wciąż w fazie rozwoju, wielu klientów, również dość prestiżowych, nam zaufało i doceniło nasz produkt. To jest bardzo budujące i motywujące. Można powiedzieć że ten element jest zrealizowany. Niemniej musimy wciąż poszerzać skalę działania i  mówiąc przyziemnie doprowadzić liczby do poziomów satysfakcjonujących.

Czym jest dla Ciebie „kultura picia piwa”?

To ważny element, który w mojej ocenie w Polsce wciąż kuleje. Nie powiem abym do wszystkiego tak fanatycznie podchodził, ale podawanie lodowatego piwa jest tym elementem, który razi.

Dziękuję! Czy na koniec zdradzisz mi jakąś swoją tajemnicę?

Początkowo byłem negatywnie nastawiony do trendów na rynku – patrząc co robią wszystkie browary, czyli jednym schematem AIPY, srajpy na amerykańskich chmielach … Pierwsze trzy nasze piwa – to „klasyczne” lagery – chcieliśmy zawiesić taką tablicę w browarze o treści: „Minęło x dni odkąd nie uwarzyliśmy żadnej AIPY” 🙂 …. Ostatecznie jednak uwarzyliśmy, jako czwarte Perlino.

Dziękujemy Adam, powodzenia w kolejnych latach!

autor:

Czytaj dalej